06.01.2010
relacja z próby

„Czyste stworzenie” w „laboratorium duszy”

W trakcie środowej próby - 6 stycznia – Attila Keresztes spotkał się z aktorami, by opowiedzieć o kształcie scenicznym swojej „Iwony…”. Oprócz tłumaczki reżyserowi towarzyszyła Bianca Imelda Jeremias – autorka scenografii. Na scenie pojawi się zamknięte wnętrze w kształcie kwadratu, mające być czymś w rodzaju „laboratorium duszy”. Rytm spektaklu mają wyznaczać powolne, pełne napięcia obrazy, z których każdy powinien pozostać w pamięci widza. Węgierski reżyser powiedział, że nie widział jeszcze żadnej inscenizacji „Iwony…”, ale w Teatrze Śląskim na zamiar stworzyć absurdalną sztukę z prawdziwymi wątkami. Całość ma być groteskowa, pojawiać się będą elementy surrealistyczne, ale aktorzy muszą pamiętać, by efekt nie był bliski cyrkowi czy wodewilowi – reżyser zaznaczył, że, nie znając polskiego, nie będzie miał kontroli nad padającymi ze sceny żartami słownymi. Muzyka być może pojawi się jedynie na końcu. Obecne za to będą efekty dźwiękowe, mające za zadanie zilustrować stany wewnętrzne bohaterów (na przykład głośny oddech w scenie między Iwoną i Filipem). Wspomniał, że w kraju, z którego pochodzi, istnieją tzw. święte sztuki, które wolno reżyserować jedynie w sposób kanoniczny. Wówczas jedna z aktorek powiedziała, że dramat Gombrowicza nie jest tradycyjnym tekstem – z nim, podobnie, jak z bohaterką, „można wszystko”. Co do gry aktorskiej – reżyserowi zależy na wypracowaniu formy duchowo podobnej do metody Stanisławskiego. Wspomniana forma ma być widoczna w grze.

Później przyszedł czas na scharakteryzowanie poszczególnych bohaterów. Iwona będzie tą, która odmawia wzięcia udziału w grze wysoce cywilizowanego i pełnego wyrafinowania dworu rodem z „Operetki”. Mało tego – bohaterka nie tylko nie chce się dostosować, lecz także nieustannie przypomina otaczającym ją ludziom, jacy są źli. Dwór planuje zabicie Iwony, w pewnym momencie nawet oznajmiając jej to wprost – mówią o swoich planach, ponieważ sądzą, że dziewczyna ich nie rozumie. Sam reżyser określił ją mianem „naturalnego, czystego stworzenia”, jej bratnią duszą jest Innocenty. Książę jest jedynym, który widzi zbawienie Iwony. Gdy zdejmuje z niej „opakowanie” – m.in. stroje, kupione przez Ciotki – bohaterka okazuje się być piękną kobietą. Filip – podobnie, jak Hamlet – nie potrafi zaakceptować otaczającego go świata, a żeni się z Iwoną, by uważano go za szaleńca. Mówiąc dziewczynie, że właśnie zdradził ją z Izą, liczy, że tym wyznaniem zabije Iwonę. Król i Królowa – inaczej niż ma to miejsce na przykład w „Makbecie” – chcą być dobrymi władcami (stąd m.in. licytacja, kto z nich da więcej pieniędzy). Chcą sprostać swojej królewskości, bo to ich funkcja. Szambelan jest „diabolicznym narzędziem” świata przedstawionego. Mimo, iż jest jedyną postacią, która nie ewoluuje (mógłby wspólnie z Królem zabić po raz kolejny, a Ignacy już by się na to nie zdobył), na scenie trzeba pokazać, że składa się z „formalnego” Szambelana (a więc pewnej funkcji) i człowieka. Ważną postacią dla reżysera jest Walenty – świadek i przedstawiciel szczególnych wartości. Przeciwstawiony Szambelanowi, jednocześnie w czwartym akcie jest osobą, która podaje narzędzia zbrodni – nóż, truciznę, karasie.

W trakcie opowieści reżysera aktorzy pytali m.in. o stopień zindywidualizowania postaci i szczegóły, widoczne na rysunkach autorki scenografii, a dotyczące przestrzeni scenicznej. Po raz kolejny – wcześniej miało to miejsce w trakcie pierwszej próby czytanej – padło pytanie o skróty w tekście. Attila Keresztes powiedział, że jeśli reżyser nie wie, co począć z tekstem, to jego wina, a nie autora, a odpowiedź przyniosą kolejne próby.

Tomasz Klauza