Beata Dzianowicz - Komunia

Dramat Beaty Dzianowicz "Komunia"
napisany został specjalnie dla aktorów Teatru Śląskiego:
Aliny Chechelskiej, Violetty Smolińskiej,
Ewy Kutyni oraz Czesława Stopki.

24 kwietnia o godz. 17.00
Scenia w Malarni


ALA
- Słuchajcie, muszę z wami porozmawiać.

VIOLA
- No przecież rozmawiamy.

ALA
- Chcę pójść do pracy.

EWA
- No, super.

VIOLA
- Jakiej?

ALA
- Po prostu chcę pójść.

EWA
- To jeszcze nic nie masz?

ALA
- Mam. W lecie tu kolonie przyjeżdżają. W zeszłym roku im wychowawczyni z kolonistą uciekła i szukali kogoś szybko na zastępstwo, żeby same nie chodziły. Ktoś mnie polecił i byłam tam dwa dni. Bo to koniec turnusu był. I zadzwonili, żebym w tym roku dwa razy po trzy tygodnie. Co Wy na to?

VIOLA
- No, bardzo fajnie.

EWA
- Trzydzieści dzieci... Obrzydliwe.

ALA
- No ale zgadzacie się?

EWA
- Eee! Ty jesteś najstarsza, przypominam! Najstarsza, ale jeszcze nie dementywna. Dzięki Bogu.

ALA
- No, bardzo ci dziękuję.

VIOLA
- Co nam do Twoich wakacji w końcu?

ALA
- No, tatą się trzeba zająć...

Cisza.

EWA
- Aha.

VIOLA
- A on sam nie da rady? Przecież ty tam cały czas nie będziesz.

ALA
- No, to kolonie są.

Wraca OJCIEC i siada do stołu.

OJCIEC
- Już się pluskają moje dwa aniołki. Żadnych płaczów. Z wami to było... U! Pamiętasz, jak się wściekłaś na Alę?

Bierze radio i cichutko stroi.

EWA
- Ja? Kiedy? (cicho, do Ali) Ja nie bardzo mogę...

VIOLA
- (do Ali) Coś się może wymyśli.

OJCIEC
- Jak ci zabroniła uczyć latać kurczaki.

EWA
- W ogóle nie pamiętam, żebym uczyła latać kurczaki.

VIOLA
- Ja pamiętam.

EWA
- Uczyłam latać kurczaki?

VIOLA
- (śmieje się) Z dachu.

EWA
- Daj spokój!

ALA
- Nie pamiętasz?

EWA
- Skąd!

OJCIEC
- To było, jak miałaś...

VIOLA
- Ile ty mogłaś mieć lat?

ALA
- Pięć lat miała. I cztery miesiące. Tylko mi nie mów, że nie wiedziałaś, co robisz!

VIOLA
- Jak możesz tak dokładnie pamiętać ile ona miała lat?

ALA
- Bo to były moje urodziny. Piętnaste.

OJCIEC
- Prawda! To były twoje urodziny! Dostałaś czekoladki z likierem wiśniowym!

EWA
- A dajcie spokój...

ALA
- Jednak pamiętasz!

EWA
- Jak przez mgłę.

ALA
- Wredna suka!

EWA
- Miałam pięć lat!

VIOLA
- Ja nic nie wiem, o czym wy mówicie?

OJCIEC
- Jak jej Ala zabroniła te kury zrzucać z dachu, to ta wyciągnęła od mamy strzykawkę.

ALA
- Pięcioletnie niewiniątko! Aniołeczek!

OJCIEC
- Strzykawką...

VIOLA
- (przerywa) To za to nie mogłam przez tydzień jeść słodyczy?!

OJCIEC potakuje głową.

OJCIEC
- Strzykawką zrobiła małe dziurki w czekoladkach i wyciągnęła cały wiśniowy likier.

EWA
- Na pewno nie cały!

ALA
- A w zamian....

OJCIEC
- A w zamian napuściła atramentu.

ALA i OJCIEC się śmieją.

EWA
- Wielkie mi coś! To nawet nie jest trucizna.

Też się śmieje. Tylko VIOLI nie jest do śmiechu. Podchodzi do stołu.

VIOLA
- I za to przez tydzień nie mogłam jeść słodyczy?? Nawet kawałka tortu Ali??

OJCIEC
- No wiesz... Trudno było uwierzyć, że pięcioletnie dziecko...

Wszyscy się śmieją. Oprócz VIOLI.

OJCIEC
- A to był wspaniały tort...

VIOLA
- Przez tydzień! Moja największa kara! Czy ona chociaż dostała w tyłek za te kurczaki?

OJCIEC zaprzecza.

EWA
- Żebym uczyła kurczaki latać, to w ogóle nie pamiętam. I co? Latały?

OJCIEC ponownie przeczy i wyciera łzy ze śmiechu.

ALA
- Przez dwa tygodnie był rosół.