|
|
Ingmar Villqist - Beztlenowce
Wiemy o nich niewiele. Oglądamy tylko konsekwencje pewnych wydarzeń z dalszej
lub bliższej przeszłości. Kim są? Czy są inni? Gorsi? Nie pasują do nas?
A może sami są nieprzystosowani do życia?
BEZTLENOWCE - krótka prezentacja tego, jak trudne są związki między ludźmi.
Wspólne życie jest zawsze tak samo wymagające. Zawsze składa się z kompromisów
i poświęcenia. Nieistotne czy mowa o parach homo, czy heteroseksualnych!
Beztlenowce to kameralne miniatury, które łączy opowieść o ludzkim cierpieniu i bólu.
Każda z postaci zmaga się ze swoim demonem, często nie nazwanym, nie do końca
określonym, racjonalnie niewytłumaczalnym. Pełno tutaj niedopowiedzeń,
przemilczeń, wieloznaczności. Bohaterowie przedstawiani w codziennych,
nieraz bardzo intymnych sytuacjach, poddawani są wiwisekcji, obnaża się
ich, do głosu dochodzą skrywane, często wstydliwe uczucia - miłości,
paraliżującego lęku, wewnętrznego zniewolenia, samotności.
Bohater pokazany jest zawsze w relacji z drugim człowiekiem...
BEZTLENOWCE Sygnały z dna udręki Henryka Wach Malicka, "Dziennik Zachodni" 15.12.2003.
Wszystkie sztuki Ingmara Villqista opowiadają właściwie tę samą historię.
Ich bohaterowie to ludzie pozostający w różnych konfiguracjach uczuciowych
i społecznych, których dopada przejmujący ból samotności, choć zwykle mają partnerów,
rodzinę, środowisko zawodowe. Żyją normalnie, a przecież w izolacji, instynktownie
oczekując kolejnego ciosu. Rozpaczliwie walczą też o dotarcie do drugiego człowieka,
często gwałcąc własną osobowość, by sprostać roli, której nie chcą grać. Villqist
portretuje ich w szczególnym momencie; gdy ich psychika nie wytrzymuje już frustracji
i lęku, więc postanawiają wykrzyczeć (albo wyszeptać) przerażenie.
To właśnie nagromadzenie emocji sprawia, że sztuki Villqista mają wzięcie na
europejskich scenach. Jeśli zaś emocje zbiegną się po obydwu stronach rampy,
to rampa znika; rzecz w teatrze rzadka... Tak zdarzyło się na Scenie Kameralnej
Teatru Śląskiego, gdzie autor wyreżyserował cztery swoje utwory, objęte
wspólnym tytułem - "Beztlenowce". Punktem wyjścia każdego z nich jest
konkretna sytuacja, zbudowana na tyle uniwersalnie, że przylega jak klisza
do przeżyć innych ludzi. Jeśli "Beztlenowce" mówią o związku dwóch homoseksualistów,
to panujące w ich układzie relacje pasują do setek par damsko-męskich, w których
siłą miłości nie rozkłada się równomiernie.
TOKSYCZNE ZWIĄZKI
Dramat mężczyzn z "Beztlenowców" pogłębia świadomość, że mogą spotkać się
z potępieniem, a jeden z nich ma za sobą małżeństwo, więc jego stałość niejako
automatycznie naznaczona jest brakiem zaufania. "Kostka smalcu z bakaliami"
opowiada o toksycznym związku dwóch kobiet, wzajemnie obwiniających siebie
o tortury uczuciowe i emocjonalne. Ich miłość to powiększająca się rana, a
przecież żadna nie chce i nie potrafi przeciąć układu, w którym upatruje
destrukcji, ale i siły przetrwania. Grzech i miłość mieszają się w sztuce pt.
"Cynkweiss", w której postać ojca gwałciciela, we wspomnieniach i na jawie,
towarzyszy dziewczynie, szykującej się do ślubu. Jej nowe szczęście już nie
będzie pełne; cień ojca pójdzie pewnie za córką na kraj świata.
Ingmar Villqist napisał wiele jednoaktówek, z których reżyserzy wybierają
zwykle kilka, układając je wedle własnego zamysłu. Kontekst ma znaczenie
dla interpretacji, dlatego oglądając różne przedstawienia odkrywamy inne
warstwy tych samych sztuk. W katowickim przedstawieniu jest najważniejsza
prawda psychologiczna bohaterów i wieloznaczność ich zachowań.
Teatralną podróż w mroczne zakamarki ludzkiej duszy rozpoczynamy w klimacie
realizmu, ale krok po kroku przesuwamy się w stronę poetyckiej projekcji,
cudzych marzeń, lęków i wątpliwości. Falowanie nastroju i narastanie sygnałów,
płynących jakby wprost z wnętrza bohaterów, kończy jasny, nierealny, stylizowany
obraz nowożeńców, którym przyszłość jawi się jednym wielkim cudem. W tę radość
wpada jednak, jak kamień, pytanie: "a potem?".
LUDZKA UDRĘKA
Wszystkie role gra ta sama czwórka aktorów, mieszają się więc imiona
postaci i znaki teatralne, opowiadanie historie można połączyć w ciąg zdarzeń,
ale można też dryfować z każdą postacią p ojej własnym oceanie nieszczęścia.
Siła emocjonalna katowickich "Beztlenowców" jest ogromna i to ona hipnotyzuje
widownię. Spektakl, dotykając źródeł ludzkiego zła, jest jednak skończenie
subtelny, nie o sensację idzie tu bowiem, ale o udrękę.
Mądrości autora i reżysera towarzyszy wyjątkowe aktorstwo Ewy Kutyni, Violetty
Smolińskiej, Andrzeja Dopierały i Marka Rachonia. Aktorzy twierdzą, że praca
przy tym przedstawieniu była ważnym momentem ich drogi artystycznej. Wszyscy
znaleźli w sobie nie tylko pokłady wrażliwości, ale także środki sceniczne,
dzięki którym wprowadzili nas w rozmowę, przed którą na co dzień uciekamy.
W przenośni i dosłownie, sztuki Villqista nie mają bowiem właściwie akcji,
a cały ból i lęk bohaterów poznajemy głównie poprzez słowa lub milczenie.
|