|
WYDARZENIAListopad 2009powrót |
22 listopada, odbyła się premiera nauczycielska i studencka Badenheim 1939. Tym razem aktorzy Teatru Śląskiego zastąpili swych wiedeńskich i warszawskich kolegów. Sponsorem premiery była Wyższa Szkoła Pedagogiczna TWP w Warszawie.
21 listopada Teatr Śląski przedstawił swą kolejną premierę na Dużej Scenie - Badenheim 1939 Aharona Appelfelda w adaptacji i reżyserii Piotra Szalszy. Wystąpiło ponad trzydziestu aktorów i słuchaczy Studium Aktorskiego w tym troje aktorów teatrów wiedeńskich: Andreas Kosek, Niki Brettschneider i Liliana Niesielska oraz Henryk Rajfer z Teatru Żydowskiego w Warszawie.
Jest to sztuka o redukcji człowieka, jako jednostki, o redukcji grup ludzkich. O przeznaczeniu i o wiecznej wierze w przyszłość. Niewyobrażalność spisku jest tak wielka, że nikt, najbardziej nawet ugodzeni, nie biorą pod uwagę, że tego rodzaju spisek może w ogóle zaistnieć. Naiwna nadzieja na „jakąś” możliwość egzystuje do ostatniego wypowiedzianego w sztuce słowa.
Tuż przed pokazem przedpremierowym "Badenheim 1939" na Foyer I Balkonu odbył się wernisaż wystawy monograficznej Jerzego
W ramach wernisażu wystawy został zaprezentowany film dokumentalny Krzysztofa Korwina Piotrowskiego
TEATR JERZEGO MOSKALA (premiera: TVP Katowice, niedziela 23 marca 2008, godz. 21.45, czas: 28 minut)
Multimedialne coś – najnowsza sztuka surrealistyczna Bogusława Schaeffera. Przed fortepianem WYSTĄPIŁ autor i kompozytor Bogusław Schaeffer we własnej osobie. Aktorzy poprowadzili jego benefis. Nie są do tego przygotowani, nie mają pojęcia o muzyce, wszystko ich zaskakuje, w ferworze zapominają o beneficjencie, ten cierpliwie znosi skandal. Akcja to ich próby sprostania sytuacji i opanowywanie emocji.
Bogusław Schaeffer jest wielkim kompozytorem muzyki współczesnej – to decyduje o wyjątkowości jego dramatu. Sceny, dynamika, ruch, mowa mają formę taktów, fraz – sam dramat jest partyturą. Początkowa panika, chaos stopniowo przybiera formę uporządkowaną.
Studenci roku zerowego Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim zaprezentowali na Scenie Kameralnej przedstawienie, w którym zgodnie z tradycją zaprezentowali swoje możliwości i artystyczne pasje. Zainteresowanie tegorocznym Spektaklem Fuksówkowym z pewnością zaskoczyło nie tylko występujących na Scenie Kameralnej młodych ludzi, ale także zasiadających na widowni, która nie tylko była wypełniona po brzegi, lecz wręcz przepełniona, w związku z czym konieczne były dodatkowe rzędy krzeseł. Wśród widzów można było zobaczyć m.in. słuchaczy Studium Aktorskiego (Małgorzata Gorol, Anna Leśniak, Dominika Dzierżęga) i pedagogów (Anna Podsiadło, Jerzy Głybin, Roman Michalski, Jerzy Kuczera), a także bliskich, przyjaciół i znajomych sześciorga wykonawców. (...)
Dobiegają końca rozpoczęte w nocy prace montażowe scenografii do najbliższej premiery Teatru Śląskiego.
Trwają próby Badenheim 1939. Pracownia krawiecka Teatru Śląskiego przekazała już aktorom wspaniałe kostiumy projektu Burgis Paier. Wraz z wyrazistą charakteryzacją będą one jednym z ważniejszych elementów artystycznej ekspresji przenoszących nas w atmosferę końca lat trzydziestych ubiegłego wieku.
Spotkanie z przedstawicielami mediów poświęcone będzie listopadowym wydarzeniom w Teatrze Śląskim: premierze "Badenheim 1939", benefisowi Bogusława Shaeffera i wernisażowi Jerzego Moskala.
Przede wszystkim o „okrutnej baśni”… Najważniejszym punktem wtorkowej konferencji prasowej była najbliższa premiera, czyli „Badenheim 1939”. Na spotkaniu z dziennikarzami pojawili się więc: reżyser Piotr Szalsza, jego asystentka - Małgorzata Suwalska, występująca w międzynarodowej wersji spektaklu (znakomicie mówiąca po polsku) Liliana Niesielska i Alina Chechelska – odtwórczyni roli Trudy w polskiej odsłonie projektu. Na wstępie dyrektor Bradecki zaznaczył, że przedstawienie będzie gigantyczną produkcją – na scenie zobaczymy 20 aktorów i 14 słuchaczy Studium Aktorskiego. Przez pięć dni z rzędu widzowie będą mogli oglądać – na zmianę – wersję polską i międzynarodową spektaklu. Co ciekawe – powieść Appelfelda dotyka tematu Holokaustu, ale nie mówi się tam o Zagładzie wprost, autor jedynie co jakiś czas sygnalizuje czającą się podskórnie grozę. Piotr Szalsza chciał, by w przedstawieniu – obok aktorów austriackich – pojawili się również ci, występujący w Teatrze Żydowskim w Tel Awiwie. Niestety, na Dużej Scenie nie zobaczymy Szmuela Atzmona, co nie znaczy, że katowicka publiczność nie usłyszy jidysz – w rolę Rabina wcieli się urodzony w Katowicach Henryk Rajfer, na co dzień występujący w warszawskim Teatrze Żydowskim. Tak więc wykonawcy z Wiednia grać będą po niemiecku, a kwestie językowe zostaną rozwiązane za pomocą napisów. Ciekawostka: wcielający się w rolę aptekarza Martina Andreas Kosek już po raz kolejny współpracuje z Piotrem Szalszą (w 2005 roku grał Policjanta w krakowsko-wiedeńskiej „Antygonie w Nowym Jorku”).
Reżyser tłumaczył, że fakt, iż każdy z zagranicznych aktorów gra w swoim języku, wynika z treści i przesłania powieści Appelfelda, w której spotykamy Austriaków żydowskiego pochodzenia, wspominających Polskę jako kraj dzieciństwa. Element wyobcowania świetnie widać na przykładzie Księżnej Milbaum, której kwestie to mieszanina m.in. angielskiego, włoskiego i francuskiego. Piotr Szalsza nazywa „Badenheim 1939” „okrutną baśnią” – mimo, że próżno tam szukać lejącej się krwi czy scen rozstrzeliwania. Aktorzy w swoją wiedzę na temat tego, co stało się z Żydami, nie mogą wyposażać bohaterów. W katowickim spektaklu usłyszymy muzykę Zbigniewa Bargielskiego, za ruch sceniczny odpowiada Marta Pietruszka, kostiumy po raz kolejny – wcześniej miało to miejsce w przedstawieniu „Chłop milionerem” – będą autorstwa Burgis Paier. Kolejnym ważnym elementem będzie scenografia Andrzeja Witkowskiego – oszczędna i symboliczna zarazem. Piotr Szalsza podkreślił, że bardzo lubi, gdy spektakl rozgrywa się na niemal pustej scenie, a scenografię stanowi sam aktor. Okazuje się, że teatralna wersja „Badenheim 1939” powstała szybciej niż zapowiadany już od dawna film Klausa Marii Brandauera z udziałem m.in. Gerarda Depardieu i Nastassji Kinski. Autor powieści chciał być obecny na widowni podczas polskiej prapremiery, ale na dzień dzisiejszy nie pozwala na to jego stan zdrowia. Podczas konferencji prasowej reżyser wspominał też o doktorze Emilu Brixie – byłym konsulu austriackim w Krakowie i „ojcu duchowym” przedsięwzięcia, który rozmawiał na temat planowanego spektaklu z samym Appelfeldem. Rozważana jest także możliwość zaprezentowania przedstawienia widzom w Austrii i Izraelu, ale to kwestia dalekiej przyszłości.
Dyrekcja Teatru, zachęcona ogromnym zainteresowaniem, jakim cieszyło się spotkanie na temat Hansa Bellmera, postanowiła kontynuować cykl „Wokół…”. W efekcie już 20 listopada – po przedpremierowym pokazie „Badenheim 1939” – ci, którzy zasiądą na widowni Sceny Kameralnej, będą mogli dowiedzieć się, co na temat spektaklu mają do powiedzenia jego twórcy. Spotkanie – podobnie, jak miało to miejsce poprzednio – poprowadzi redaktor Łukasz Drewniak.
Tego samego dnia – o 16.30 – odbędzie się wernisaż wystawy Jerzego Moskala, scenografa ogromnie ważnego nie tylko dla Teatru Śląskiego, lecz również dla całego polskiego teatru. Sądzę, że zarówno aktorzy, jak i widzowie wciąż mają w pamięci dekoracje do „Końcówki”, „Czekając na Godota”, „Sławnej historii o Troilusie i Kresydzie” czy „Zmartwychwstania”…
Z kolei 18 listopada o 19.00 na Scenie Kameralnej będzie można zobaczyć „Multimedialne coś”, czyli wędrujący po kraju jubileusz Bogusława Schaeffera. Rzecz jest połączeniem przedstawienia, benefisu i hołdu dla kompozytora i dramaturga. W materiałach prasowych Krystyna Gierałowska z Fundacji Aurea Porta podkreśla, że projekt ten ma na celu przybliżenie sylwetki i dorobku Profesora, który „przeciętnemu widzowi kojarzy się jako: a) twórca zagraniczny b) prawdopodobnie już nieżyjący”. „Multimedialne coś” powstało dla uczczenia 80. urodzin Schaeffera, a także z okazji 60-lecia jego pracy artystycznej. Tomasz Klauza Wywiady Jerzego Granowskiego
|